legia.com: Po 13 latach przerwy ponownie musiałeś stawić czoła zimowej przerwie w rozgrywkach. Jak to na Ciebie wpłynęło?
Michał Żewłakow: Jest to dla mnie coś nowego - święta zwykle oznaczały w moim przypadku szybką wizytę u rodziców oraz powrót do klubu. Nie mogę ukryć, że tym razem tęsknotę za reżimem treningowym zacząłem odczuwać tuż po zakończeniu Bożego Narodzenia. Do klubu wróciłem z uśmiechem na ustach. Sposób przygotowania do sezonu w Polsce zmienił się. Gdy stawiałem pierwsze kroki w Polonii Warszawa, okres obozowy na początku roku był bardzo długi, składał się z dwóch lub trzech wyjazdów. Na pierwszym zwykle chodziliśmy i biegaliśmy po górach. Obecnie te standardy uległy zmianie, moim zdaniem z korzyścią dla zawodników oraz trenerów. Jeśli chodzi o kluby zagraniczne, to moim zdaniem Legia nie odróżnia się od nich sposobem treningu i przygotowania drużyny. Wiadomo, że im lepszy zespół, tym wyższy jest poziom pracy, natomiast jeśli chodzi o zgrupowania, to nie mamy tu na co narzekać.

legia.com: Jak ocenisz rundę jesienną w wykonaniu Legii?
Michał Żewłakow: Wydaje mi się, że po słabym początku drużyna osiągnęła stabilny poziom i zagrała kilka meczów, w których zrobiła niespodziankę. Pozycje, które osiągnęliśmy w lidze i europejskich pucharach były naszym celem. Jesteśmy ciągle w grze, dzięki czemu wszystko cały czas jest możliwe.
legia.com: A jaki był to okres dla Ciebie?
Michał Żewłakow: W moim wieku nie zwracam już raczej uwagi na oceny indywidualne. Sądzę, że nie sprowadzono mnie do Legii po to, bym sam pokazał, co potrafię, lecz przede wszystkim po to, żeby zyskała na tym drużyna. Po meczach najbardziej cieszę się, gdy mówią o całej Legii jako zespole posiadającym piłkę i grającym dojrzale - to są dla mnie komplementy. Jeśli chodzi o moją postawę, to wiadomo - tyle opinii, ilu oceniających. Ci, którzy będą chcieli we mnie uderzyć, znajdą mankamenty w mojej grze. Ja po rundzie jesiennej mam pozytywne odczucia.

legia.com: W sparingach przed rozpoczęciem rundy zdarzało Ci się pokonywać własnego bramkarza. Był to dla Ciebie trudny okres?
Michał Żewłakow: Były to nieprzyjemne incydenty, jednak właściwe wykorzystanie takiej negatywnej energii może przynieść dobre owoce. Wykrzesałem z siebie wtedy trochę więcej koncentracji i sześć miesięcy, które spędziłem w Legii, oceniam pozytywnie. W tym klubie nie ma meczów nieważnych - niezależnie, czy ich stawką są punkty w Ekstraklasie, czy też awans do kolejnej fazy Ligi Europy lub Pucharu Polski. Wiele stracić można przez porażki z drużynami teoretycznie słabszymi, dlatego życzyłbym sobie, aby wszyscy z taką samą powagą traktowali każdą potyczkę. Najważniejsze jest każde najbliższe spotkanie i w nim musimy dać z siebie wszystko. Po sezonie ocenimy, które starcia były bardziej, a które mniej udane. Chciałbym, aby ta weryfikacja nastąpiła w dobrej atmosferze po osiągnięciu sukcesu, do którego wspólnie dążymy.
legia.com: Gdy ogłoszono Twoje przyjście do Legii Warszawa, pojawiły się głosy, że to Ty powinieneś zostać kapitanem drużyny. Jak obecnie wyglądają Twoje relacje z Ivicią Vrdoljakiem?
Michał Żewłakow: Wyniki osiągnięte przez Legią w rundzie jesiennej jasno wskazują, że w szatni panuje pozytywna atmosfera. Przychodząc na Łazienkowską, wyraźnie zaznaczyłem, że nie chcę rządzić, tylko pomóc drużynie. Zespół miał kapitana, który doskonale sprawdził się w trudnym momencie. Zachowałbym się bardzo nieelegancko, gdybym w tym momencie zgłosił roszczenia o opaskę kapitańską. Jestem nowym zawodnikiem i nie znam dobrze klimatu drużyny. "Ivo" jest kapitanem, a ja jestem jego pomocnikiem.

legia.com: Jak czujesz się w roli opiekuna młodych zawodników?
Michał Żewłakow: Sam kiedyś wchodziłem do drużyny i wiem, jak ważne jest ciepłe przyjęcie ze strony bardziej doświadczonych kolegów. Jeżeli taki zawodnik znajdzie wsparcie u starszych członków zespołu, to poczuje się pewniej i łatwiej będzie mu pokazać swój potencjał. Nigdy nie miałem problemów z kontaktem z młodzieżą. Dzisiaj, kiedy mam już swoje lata, ci najmłodsi nie są może moimi najbliższymi przyjaciółmi, ale chciałbym, aby zapamiętali mnie jako osobę, która w czymś im pomogła. Sam wiele zyskałem dzięki licznej grupie życzliwych mi osób.
legia.com: Rozważasz sprawdzenie się w roli trenera po zakończeniu kariery piłkarskiej?
Michał Żewłakow: Nie ukrywam, że ta funkcja coraz bardziej mi się podoba. Zmieniłem sposób patrzenia na drużynę, oceniam ją przez pryzmat zespołu. Jeżeli ktoś złoży mi ofertę, to na pewno nie odmówię, jednak sam będę musiał ocenić, czy mam ku temu odpowiednie predyspozycje. Na początku chciałbym pracować w duecie z bratem.

legia.com: Jaki jest Twój sposób na Sporting Lizbona?
Michał Żewłakow: Teoretycznie zadanie wydaje się banalnie proste. Wygrać u siebie i nie przegrać na wyjeździe. Moim zdaniem dwumecz z Portugalczykami będzie przypominał spotkania ze Spartakiem Moskwa. Wiemy, że nasz rywal ma większą renomę w Europie, a jego zawodnicy grali w jeszcze lepszych klubach niż Rosjanie. Sami przekonaliśmy się, że w piłce nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko takie, do których należy się mocniej przyłożyć.
legia.com: Po udanej rundzie jesiennej w Legii pojawiły się głosy domagające się Twojego powrotu do kadry narodowej. Jak się na to zapatrujesz?
Michał Żewłakow: Nie lubię pytań o reprezentację. Selekcjoner jasno ogłosił opinię na ten temat, a moje zdanie ma w tej kwestii niewielkie znaczenie. Temat kadry jest dla mnie zamknięty. Zostawmy to - ja koncentruję się na Legii, trener Smuda dba o reprezentację.

legia.com: Czy zostaniesz w Legii na dłużej?
Michał Żewłakow: To nie zależy do końca ode mnie. Zrobię wszystko, aby władze klubu chciały przedłużyć ze mną umowę, ale wiem, w jakim wieku się znajduję. Muszę poczekać do końca sezonu i wtedy wspólnie podejmiemy decyzję dotyczącą mojej przyszłości. Nie ukrywam, że chciałbym zostać przy Łazienkowskiej.