Michał Żewłakow był pierwszym zawodnikiem, który wzmocnił Legię w przerwie letniej. Doświadczony obrońca ma nie tylko uspokoić grę defensywną, ale też pomóc scementować zespół. Poniżej prezentujemy pierwszą część wywiadu, którego 102-krotny reprezentant Polski udzielił miesięcznikowi Nasza Legia.
Długo wydawało się, że będziesz kolejnym reprezentantem Polski z głośnym nazwiskiem, który negocjował, ale ostatecznie nie porozumiał się z Legią, tak jak było w przypadku Jacka Bąka czy Jacka Krzynówka. Co zdecydowało, że jednak udało się osiągnąć kompromis?
MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Rozmowy nie były łatwe, ale z obu stron była wola uzgodnienia wspólnego stanowiska. Tego typu negocjacje mają charakter biznesowy, uczestnicy chcą zabezpieczyć swoje interesy. Najważniejsze, że doszliśmy do porozumienia. Myślę, że kluczowe była wola Legii, że jestem jej potrzebny, a z mojej strony wiara, że Legia może dać mi to, czego w obecnym momencie życia i kariery potrzebuję.
Negocjacje były trudne, na czym szczególnie Ci zależało?
Po trzynastu latach gry zagranicą zdałem sobie sprawę, że nie grożą mi już wielkie kluby z czołowych lig. Doszedłem do wniosku, że chciałbym jeszcze pograć na odpowiednim poziomie, jednocześnie tęskniłem za krajem i chciałem ułożyć sobie życie. Muszę już przecież powoli myśleć, co będę robił po zakończeniu kariery. Przez lata dawałem z siebie wszystko dla takich klubów jak Anderlecht czy Olympiakos, chciałem robić to także dla polskich kibiców. Urodziłem i wychowałem się w Warszawie, cieszę się więc, że Legia dała mi możliwość pokazania się stołecznym fanom. Dla mnie kontrakt z Legią to zwieńczenie kariery, prawdopodobnie będzie moim ostatnim klubem i chciałbym w swoim mieście zostawić po sobie dobre wrażenie i jakieś trofeum.
Powroty do kraju kończą się różnie. Tomasz Frankowski stał się liderem Jagiellonii i wzorem do naśladowania, ale już np. Maciej Żurawski nie przebił się w Wiśle, a Artur Wichniarek został dyscyplinarnie wyrzucony z Lecha. Uda Ci się pójść tropem pierwszego z wymienionych?
W żadnym klubie nie miałem problemów natury wychowawczej, w każdym dobrze się odnajdywałem niezależnie od tego, czy grałem w pierwszym składzie, czy akurat miałem słabszy okres i musiałem usiąść na ławce. Pierwszy raz dyskusje na temat mojego charakteru pojawiły się w kontekście reprezentacji. Wypowiada się o mnie wielu ludzi, którzy kompletnie mnie nie znają. Skoro jednak trener Maciej Skorża, który zna mnie jeszcze z kadry, był pozytywnie nastawiony do mojego transferu, to o czymś to świadczy. Zachęcam do zasięgnięcia opinii o mnie choćby wśród niektórych legionistów, którzy mieli ze mną do czynienia, niech osoby, które mnie znają, wypowiedzą się, czy będę pasował do Legii. Ja się tego nie boję, nie przewiduję jakichkolwiek problemów.
Jakie są Twoje pierwsze wrażenia z klubu i drużyny?
Bardzo pozytywne. Już w samym momencie podpisania umowy, kiedy zakończył się serial pt. „Czy Żewłakow zagra w Legii?” poczułem ulgę, dużą satysfakcję i spokój, że jestem w miejscu, które daje mi szansę gry na odpowiednio wysokim poziomie, a zarazem gwarantuje stabilizację rodzinną, co dla piłkarza w moim wieku jest bardzo ważne. Na tym etapie życia muszę myśleć o tym, by decyzje związane z moją karierą nie kolidowały z interesem najbliższych. Poza tym naprawdę tęskniłem już za Polską i Warszawą, bardzo chciałem już wrócić i nadarzyła się ku temu najlepsza z możliwych okazja.
Udzieliłeś kiedyś w tak krótkim czasie tylu wywiadów, co po przyjściu do Legii?
Tak wielkie zainteresowanie mediów towarzyszyło mi przy okazji „afery samolotowej”. Z tym, że wtedy nie udzielałem wielu wywiadów, było dużo telefonów, jednak postanowiłem się wówczas wyciszyć. Tym razem okoliczności są znacznie milsze, więc rozmawiam z przyjemnością.
Masz już przedsmak tego, jak wielkie zainteresowanie towarzyszy Legii. Da się to porównać z otoczką wokół klubów, w których wcześniej grałeś?
Po transferze z Anderlechtu do Olympiakosu również było wokół mnie trochę zamieszania, jednak z tamtą sytuacją nie było związanych tyle emocji, co obecnie. Wracam do swojego kraju, miasta i to do drużyny, mającej duże ambicje i walczącej o najwyższe cele. Ponadto po dłuższej przerwie wracam do polskiej ligi, co może być istotnym wydarzeniem dla dziennikarzy. Mnie towarzyszą w tej sytuacji same pozytywne odczucia. Podpisując po odejściu z Olympiakosu kontrakt w Turcji, robiłem to niejako na próbę, bez pełnego przekonania, na podstawie obietnic, które nie do końca zostały spełnione. Podpisanie umowy z Legią było przyjemne, świadome i dające dużo satysfakcji.
Rozumiem, że jesteś świadom sytuacji i nie przeszkadza Ci nieustanne zainteresowanie i presja opinii publicznej, co w Legii jest na porządku dziennym?
Grając zagranicą nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo rozbudowana jest medialność polskich klubów. Wiedziałem, że w Polsce cały czas mówi się o Legii, Wiśle czy Lechu Poznań, ale nie przeżyłem tego namacalnie. Wyjeżdżałem z Polonii Warszawa, która wówczas stabilizowała dopiero swoją pozycję w ekstraklasie i nie towarzyszyło jej zbyt wielkie zainteresowanie mediów.
Po ogromnych zmianach w składzie Legii w ubiegłym sezonie, mówiło się, że drużynie brakuje lidera, który sprawiłby, że stałaby się monolitem na boisku i poza nim. Czy zdajesz sobie sprawę, że wszyscy widzą Cię w tej roli?
Tak. Czas pokaże, czy to się powiedzie, ale będę robił wszystko, by podołać zadaniu. Ze względu na moje pochodzenie, a jestem przecież z Warszawy, sukces Legii jest dla mnie priorytetem. Będę starał się wszystkich tak zmobilizować i zintegrować, by każdy z kolegów miał jeden cel – zwycięstwa Legii i kolejne trofea.
Często mówiło się, że Legia nie radzi sobie z trudnościami z powodu zbyt licznej grupy młodych zawodników. Czujesz się dla nich mentorem?
Nie, jestem w Legii na takich samych zasadach jak pozostali. Od większości jestem trochę starszy, ale bardzo chcę być dla nich kolegą i żeby oni byli kolegami dla mnie. Zależy mi na wkomponowaniu się w zespół. Potrzeba czasu, by wszyscy się do mnie przyzwyczaili, poznali mnie lepiej i zobaczyli, że mimo że mam rozegrane 102 mecze w reprezentacji Polski, to jestem normalny, chcę się z nimi zaprzyjaźnić i stworzyć atmosferę, w której każdy wydobędzie z siebie cały potencjał.
Na początku sezonu dyskutowano m.in. o transferach i o tym, czy nie zatrudniono za dużo obcokrajowców.
To zawsze ma jakieś przełożenie na drużynę. Miniony sezon był dla Legii bardzo dziwny. W niektórych momentach pokazywała, że jest dobrze ułożona, potrafi grać i pretenduje do mistrzostwa, w innych wyglądała na rozbitą. Dlatego teraz od pierwszego treningu trzeba jasno ustalić cel, do którego wszyscy w szatni mamy dążyć, niezależnie od tego, co będzie się działo naokoło. Drużyna musi mieć wyznaczony kierunek, na którym ma się koncentrować nawet wtedy, gdy przyjdą trudne momenty. Wszystkie poboczne kwestie bardzo rozpraszają.
Dyżurnym wytłumaczeniem niepowodzeń, jest w Legii presja kibiców i mediów. Czy Twoje doświadczenie pomoże reszcie zespołu radzić sobie z nią?
Legia to dla mnie odpowiednik Anderlechtu i Olympiakosu, od których zawsze wymaga się zwycięstw, tytułów mistrzowskich i dobrych występów w europejskich pucharach. Przeszedłem przez to grając po cztery lata w obu zespołach. Zdobyłem dwa mistrzostwa w Belgii, trzy w Grecji, polskiego jeszcze nie mam. Będę się starał, by dla nas wszystkich było to celem.
Drugą część wywiadu opublikujemy jutro. Pełną treść wywiadu znajdziecie w lipcowym numerze „NL”.